Cóż, bądźmy szczerzy - tego typu tytuły ogląda się albo z nudów, albo z ciekawości, albo dla ładnych chłopców, bo fabuły ani żadnego głębszego sensu w nich nie znajdziemy. Ale „Brothers Conflict" to jedna z tych animacji, która sprawia, że po jej obejrzeniu przyrzekasz sobie nigdy więcej nie tykać haremówek.
W pierwszym odcinku poznajemy Chi i jej irytującą wiewiórkę z obsesją chronienia jej przed jakimikolwiek przedstawicielami płci „brzydszej", o imieniu Juli. Ojciec naszej boCHaterki wychodzi za mąż za swoją „wybrankę serca", skazując swoją jedyną latorośl (którą miał w dupie przez prawie całe jej życie) na zmianę miejsca zamieszkania. I tu zabawa zaczyna się rozkręcać! Brązowowłosa „pikność" dostaje w pakiecie „Rodzina 500+" trzynastu braci. Każdy przystojniejszy od poprzedniego. Gdybym miała ich opisać w skrócie, wyglądałoby to mniej-więcej tak:
„Wkurwiający braciszek (Tsubaki), bliźniak wkurwiającego braciszka (Azusa), zboczony mnich-wcale-nie-pedofil (Kaname), niedorozwinięty dziewczynko-chłopczyk (Wataru), transwestyta (Hikaru), rudy nerd (Natsume), zakompleksiony koszykarz (Subaru), fryzjer ze schizofrenią (Louis) i tak dalej, i tak dalej..."
Pierwsza co najmniej dziwna rzecz - Ema (Chi), na początku anime ma szesnaście lat. Najstarszy interesujący się nią brat ma dwadzieścia osiem. Dwadzieścia osiem. Z kolei najmłodszy czujący do niej miętę ma pieprzone dziesięć. To jest już pedofilia, prawda? Druga co najmniej dziwna rzecz - ta dziewczyna jest nienormalna. Juli gada. I tylko ona i Louis go słyszą. To o czymś świadczy, prawda? Ja obstawiam poważny przypadek schizofrenii. Takie rzeczy się leczy!
Kolejną rzeczą, której nie mogę ścierpieć w jakiejkolwiek haremówce jest głupota głównych bohaterek. Każda z nich, bez najmniejszego wyjątku, jest durna, płaska (z każdej możliwej strony), cierpiąca na anoreksję, pseudo niewinna, umiejąca gotować, sprzątać i mająca najlepsze wyniki w szkole. Słowem - idealna żonka! Do tego ma „zbawienny" wpływ na dosłownie KAŻDEGO z kim się spotka i KAŻDY fajny chłopak jest w niej na zabój zakochany. Tak od razu, jak tylko na nią spojrzy. Pytanie co im się tak w nich podoba? Cycki? Nie... Raczej nie. Intelekt? To też odpada. To może chodzi o ich siłę psychiczną i ciekawe spojrzenie na świat? Też nie...? Ech... Kapituluję. Wszystkie są takie same, a za każdym razem autorzy nam wciskają, że są nie wiadomo jak wyjątkowe. Nie są. Nie wierzcie w tę propagandę!
Każdy z Was może w tym momencie nazwać mnie zakompleksioną idiotką. Bo „ja im tylko zazdroszczę". Okej, chciałabym żeby każdy facet się za mną oglądał i tak dalej, ale to jedyna rzecz, jakiej mogę zazdrościć tym jakże wspaniałym boCHaterką. Szczerze? Bardzo chętnie obejrzałabym - chociaż raz - haremówkę, w której główna postać kobieca jest silna psychicznie, ma ciekawe opinie na różne tematy, faktycznie coś w głowie, niekoniecznie umie gotować, nie wygląda jak po miesiącu głodówki i jest i asertywna, i wartościowa. A Wy? Też byście chcieli?
Podsumowując - stanowcze NIE! dla tego anime. Jest tak nudne, że wytrzymałam zaledwie sześć odcinków, po czym przełączyłam na ostatni i przewinęłam go do końca. Z reguły nigdy tego nie robię, a to chyba coś znaczy. Poza tym - zakończenie też jest słabe. Nie polecam. Chyba, że lubisz patrzeć na gwaUcone tępe dzidy.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam za ten nieskładny kubeł pomyj. Po prostu nie wytrzymałam. Przepraszam.
BlueBird